5.10.2012

Dzień 35.

Czytam teraz książkę, na której tytuł trafiłam już dawno temu, ale od razu pomyślałam, że pewnie nigdzie nie będzie dostępna i nie szukałam jej. Co za mylne myślenie! Co jakiś czas będę wklejać tutaj baśnie i opowiadania z tej książki, które wywarły na mnie największe wrażenie.

Księżyc w starym wiadrze
Satori, Przebudzenie do świadomości Buddy, Oświecenie, zgodnie z ideami zen ma miejsce przy okazji nagłego zdarzenia, przypadku, szansy, w umysłach przygotowanych na jego przyjęcie. Jak złodziej w "pustym domu": dusza uwolniona od własnego "ego".

*

Pewna mniszka zgłębiała nauki zen dzień po dniu, przez trzydzieści lata. Wstąpiła do klasztoru jako młoda nowicjuszka, mając siedemnaście lat. Teraz liczyła ich pięćdziesiąt. Jej okres płodności już się zakończył. Nie czuła z tego powodu goryczy. Zajmowała się codziennymi sprawami z cierpliwością i zawsze jednakim humorem. Przygotowywała ryż albo palony jęczmień, rano i wieczorem chodziła po wodę do studni odległej o jakieś sto metrów. Niekiedy ogarniała ją lekka melancholia, którą jednak przeganiała. Regularnie praktykowała zazen, medytowała, studiowała pisma wielkich mistrzów przeszłości. Nigdy jednak nie doznała Satori, nie spłynął na nią niewyobrażalny spokój, który gwałtownie zalewa zdumioną duszę, nie poznała śmiechu, gromkiego śmiechu Przebudzenia.
Pewnego wieczoru wracała od studni, kiedy zapadał zmierzch. Nie myśląc o tym, przypatrywała się odblaskom księżyca w wodzie, którą niosła w wiadrze. Było to stare wiadro, którego dno naprawiła kiedyś za pomocą plecionego bambusa. Nagle dno się wyrwało, woda wypłynęła, a wraz z nią w jednej chwili ze starego wiadra zniknął także księżyc. Dokładnie w tym momencie mniszka doznała Satori. I była wolna.

Brunel H., Budda i kwiat, Sic!, Warszawa 2003, s. 63-64.

1.10.2012

Dzień 31.

Podsumowanie września.
Z jednej strony nie chce mi się wierzyć, że wrzesień już się skończył, a z drugiej, że w ciągu 30 dni wydarzyło się tak dużo.

Na początku września przyjechała babcia z Niemiec i tydzień później dostała udar, obecnie wymaga 100% opieki, 24 godziny na dobę. Ojciec również wykonał szereg badań, które na szczęście nie wyszły tak źle. I chociaż mam do niego wielki żal o wiele spraw to równie bardzo się martwiłam o jego stan zdrowia.

Kolejnym punktem września była joga, która okazała się dla mnie świetną metodą na codziennie ćwiczenia i to bez względu na pogodę.

Reszta nie uległa specjalnie zmianom, no może poza tym, ze wzięłam się na nowo za czytanie książek. Przez ostatnie trzy lata zaczęłam czytać mniej więcej czterdzieści, jak nie więcej i żadnej nie skończyłam. Zdaję sobie sprawę, że przez rok nie zdążę wszystkiego nadrobić, ale to nie ma już takiego znaczenia.

Wrzesień mimo wszystko był dobry. Dostałam dużą, dużą lekcję. Włożono w moje ręce sporą odpowiedzialność i nie chcę oceniać czy podołałam. Starałam się zadbać o moje zdrowie (joga), zdrowie ojca i babci najlepiej jak potrafiłam i na ile mogłam w danym momencie i dziękuję sobie za to.

Plany na październik? Zrobić wreszcie moje badania związane z jelitami i odbytnicą. Przeczytać jeszcze kilka książek, zmienić przynajmniej część nawyków żywieniowych, które na dzień dzisiejszy są w opłakanym stanie, kontynuować jogę.


I jako dodatek moja ulubiona pozycja w jodze, kobra.

29.09.2012

Dzień 29.


Kiedyś bardzo nie lubiłam gruszek. Właściwie spróbowałam je raz i nigdy więcej do nich nie wróciłam. Ostatnio jednak spróbowałam gruszkę z naszej działki i zakochałam się. Teraz zajadam się nimi, bo to dla mnie zupełnie nowy smak. Życie ciągle zaskakuje, mózg i jego przyzwyczajenia, uprzedzenia także.
*

Ktoś mi ostatnio:
K. Teraz już się tak nie boisz.
Ja: Nie boję czego? - Zapytałam pomiędzy jednym a drugim łykiem wina.
K: Śmierci, śmierci się już tak teraz nie boisz.
*

Jestem minimalistką, ciągle mogłabym coś z domu wyrzucać lub oddawać. Ostatnio zaczęłam też być minimalistką w innych aspektach życia.

*

Ostatnio rozmawiałam z pewną Anią o tym jak niesamowite jest to ile rzeczy przyciągamy. Często osoby naburmuszone, smutne, narzekające dostają jeszcze więcej powodów, aby w tym stanie się pogłębiać. Osoby, które czują się beznadziejne spotkają z łatwością na swojej drodze ludzi, którzy ich w tym utwierdzą. Jednak są też osoby, które ciągle się uśmiechają, potrafią kochać, pomagają, przyjmują życie z pokorą i dostają dużo, dużo ciepła, miłości, zadowolenia, szczęścia. Wtedy da się słyszeć zdania: To nie jest sprawiedliwe, że on nic nie robi, a mu wszystko z nieba spada. Śmiać mi się chce jak to słyszę, ale tak serdecznie, nie z pogardą. Od kiedy ja się więcej śmieję i więcej miłości wysyłam to więcej miłości i dobroci dostaję. To działa i jest niesamowite i piękne.
*

Dziękuję za każdą lekcję, jaką w życiu dostaję, za każdy uśmiech, który ktoś mi podarował, za każdy czas, którym mnie obdarowano. Dziękuję za jesień, za kasztany, kolorowe liście, chłodniejszy wiatr.

28.09.2012

Dzień 28.

Telewizja, oglądacie? Ja od pół roku nie, a na pewno nie z własnego wyboru. Jak jestem u kogoś to, co innego nie mogę się rządzić, ale u siebie nie oglądam, bo i po co? Codziennie to samo. Prawie 100% wiadomości to złe wiadomości. Wypadek, choroba, śmierć, kłótnia. Lubimy złe wiadomości, większość z nas lubi. Myślimy sobie wtedy: ja nie jestem jeszcze taki zły/a, u mnie jeszcze nie jest tak źle. Nikt nam nie daje pozytywnych wiadomości, które budziłyby u nas myślenie: może powinienem się zmienić, może powinienem coś dla kogoś zrobić, może kiedy bardziej się postaram, włożę trochę wysiłku i mi się uda?
Kolejne informacje, jakie dostarcza nam telewizja to:
- Jeżeli nie kupisz tego środka do mycia naczyń to one nigdy nie będą idealnie czyste.
- Jeżeli nie kupisz naszego auta to twoja rodzina nigdy na drogach nie będzie bezpieczna.
- Jeżeli nie użyjesz tych perfum to żaden mężczyzna/żadna kobieta nie zerknie na ciebie.

Głupota, prawda? Więc dlaczego skoro (zakładam) większość z nas o tym wie oglądamy telewizję? Dlaczego świadomie pozwalamy sobą manipulować, budować w głowie fałszywe myślenie o tym, co nam potrzeba, a czego nie, co nam zapewni bezpieczeństwo, szczęście, powodzenie?
A ulica, radio, internet? Wcale nie lepsze. Wystarczy ze zerknę przez okno i już widzę billboardy, wystarczy, że włączę radio czy internet i już jestem bombardowana nie miłością, a okrucieństwem, rywalizacją, chęcią zemsty, plotkami, intrygami.

Ojciec mówi, że głupia jestem, bo nie oglądam wiadomości, nie wiem co się dzieje na świecie, nic mnie nie interesuje. Wam też tak mówią? Kiedyś próbowałam mu wytłumaczyć, o co mi chodzi, ale w końcu dałam sobie spokój, może kiedyś sam do tego dotrze?

21.09.2012

Dzień 21.

Myśli porozrzucane.
Babcia, tamten piątek, udar, źle.
Ojciec, wielki żal, bardzo się martwię, dużo badań, też na raka.
Ja, muszę zrobić badania, też na raka, boję się, bardzo, bardzo, bardzo.
Dzisiaj, moje urodziny, o rok starsza, nadal nie umiem się z tym pogodzić, źle.
Przepraszam, przepraszam, przepraszam, przepraszam, przepraszam, przepraszam.

17.09.2012

Dzień 17.


Tak cholernie bardzo nie zauważamy, że nasze życie składa się z malutkich momentów, które tworzą dni, miesiące i lata.

12.09.2012

Dzień 12.

W dalszym ciągu emocje negatywne i pozytywne się mieszają. Tak wiele się jeszcze muszę nauczyć.

Tak w ogóle ostatnio zastanawiałam się nad tym, co posiadamy. My ludzie tak bardzo kochamy gromadzić materialne rzeczy, wzbogacać nasze życie i domy o dobra materialne. Nowy samochód, książka, kuchenka, płyta, bluzka, sukienka, pędzel, poduszka, kawa. Wymieniać można bez końca.
Tylko, co się stanie, jeżeli pewnego dnia wszystko stracimy?
Co wtedy nam zostanie i kim my będziemy, jeżeli określały nas tylko rzeczy materialne?
Czy z taką samą ochotą gromadzimy niewidoczne, piękne rzeczy, które bogacą nasze wnętrze?
Co zobaczymy w lustrze, jeżeli okaże się, że w środku nie mamy nic wartościowego?
Czy w ogóle cokolwiek na tym świecie należy do nas? Przecież tak często nam się wydaje, że jak coś kupiliśmy, uzyskaliśmy to na pewno jest nasze i to już na zawsze.

Dziękuję za to, że mój kręgosłup ostatnio nie boli mnie już dzień w dzień, a nawet jeżeli już za boli to z mniejszą siłą. Dziękuję za każdy świadomy oddech. Dziękuję za rozmowy.

6.09.2012

Dzień 6.

"Najgorszym błędem, jaki możesz popełnić, to myślenie, że żyjesz, kiedy w rzeczywistości śpisz w poczekalni życia". Abyśmy się wszyscy kiedyś przebudzili (o ile to jeszcze nie zaszło) i nie przespali życia.

A dzisiaj zwariowany dzień. Pozytywny i pełen wrogości. Walczę. Nie mówię już: To znowu był zły dzień. Czuję, że zaczynam żyć. Mam ciągłą ochotę do 
śpiewania, 
uśmiechania, 
rozmawiania, 
słuchania, 
ćwiczenia, 
poznawania, 
przytulania. 
Chce mi się krzyczeć, z radości.

4.09.2012

Dzień 4.

Kiedyś karmiłam się wyśmiewaniem i sama siebie wyśmiewałam.
Kiedyś karmiłam się karaniem i sama siebie karałam.
Kiedyś nie wierzyłam w miłość, dzisiaj doświadczam jej niemal codziennie.
Kiedyś mówiłam, że cuda nie istnieją, dzisiaj dzieją się na moich oczach.

Życie się zmienia, ja się zmieniam, nic nie jest stałe. Dlaczego ciągle wspominam, jaka to ja kiedyś byłam lepsza, przecież były też momenty, że byłam gorsza. Dlaczego ciągle wspominam zgubiony, złoty pierścionek? Czemu zaprzątam sobie głowę bzdurami? W tym miesiącu zajęcia jogi upływają pod hasłem: oczyszczamy nasz umysł. Jak to pięknie pasuje do mojego planu i przemyśleń z ostatnich dni!

I pamiętajcie, że nic nie dzieje się przypadkowo. I pamiętajcie, że nie ma zwykłych chwil.

Dziękuję dzisiaj za te małe cuda i za momenty, kiedy mój umysł jest pusty, za dotyk, za dobre słowo.


3.09.2012

Dzień 3.

Dzisiaj dzień 3, byłam na jodze. To niesamowite! Jeszcze 2-3 tygodnie temu nie miałam czasu, a przecież moja doba od zawsze trwa 24 godziny. Na jodze czułam mrowienie, zapytałam potem, co to mogło być, a nauczycielka odrzekła, że to energia. Pozytywne zaskoczenie, bo byłam pewna, że coś zrobiłam źle i stąd mrowienie.

Jak się znalazłam na jodze? Jogą interesowałam się od dawien dawna, ale zawsze było jakieś ale... Dzisiaj już ale nie szukam. Po drugie: kręgosłup. Mam zniesioną lordozę, tendencje w kierunku patologicznego, kyfotycznego ustawienia kręgosłupa, obniżone przestrzenie MK, szczególnie od przodu i to większego stopnia, bo C3/4. Ból, ból, ból i jeszcze raz ból. Wybory miałam dwa: tabletki lub działanie, wybrałam działanie, bo jestem przeciwniczką leków.

Na początku jogi czułam potrzebę porównywania, ale stwierdziłam, że to głupota. Całe życie nic nie robię tylko się porównuję do innych, dlatego potem skupiłam się już tylko na sobie.

Dziękuję za muzykę, za jogę. Dziękuję mojemu ciału za to, iż podołało dzisiaj chociaż wiem, że nie było mu łatwo. Dziękuję za okazałą mi dzisiaj uwagę, pomoc, rady.

1.09.2012

Dzień 1.

Tak, tak, tak! Dzisiaj jest pierwszy dzień. Nie czuję wielkiej różnicy, ale kto mówił, że już pierwszego dnia stanie się cud, ja doznam jakiegoś olśnienia, moje ciało się zmieni, a ja wraz z nim? Nikt! Właśnie.

A ja tym czasem biorę się za ćwiczenia z książki Louise L. Hay za które miałam wziąć się już dawno temu jednak zawsze było jakieś ale. Pierwsze zdanie z tej książki brzmi: Jestem gotów się zmienić i tak właśnie jest, jestem gotowa.
Ponadto jestem w trakcie pisania listu do siebie, który otworzę 31 sierpnia 2013r. Każdemu z Was polecam napisanie listu do siebie, to może być najbardziej zaskakująca lektura w Waszym życiu. :)

Kartka wdzięczności:
Dziękuję mojemu ciału za to, że każdego dnia odbudowuje, trawi, oczyszcza i robi inne rzeczy tylko i wyłącznie dla mnie. Dziękuję za wszystkie moje Promyczki. Dziękuję za szansę.

31.08.2012

Wstęp

W swoim życiu miałam wiele blogów, te całkiem zwyczajne i bardziej "poetyckie". Ten blog ma być zupełnie inny, nie musi być ładny i idealny pod żadnym względem. To będzie bardziej publiczny pamiętnik niż blog.

Zawsze chciałam zmienić moje życie, żyć jak pragnę, zacząć marzyć, spełniać się. Zawsze chciałam i zawsze było jakieś ale. Ostatnio zastanawiałam się, a co by było gdyby zostałoby mi tylko 365 dni życia? Ostatnia jesień, zima, wiosna... ostatnia szansa by coś zmienić, by na nowo się zakochać w... życiu.

Dlatego nie ma żadnego od poniedziałku, od weekendu, od przyszłego miesiąca. Od teraz zakładam, że zostało mi 365 dni życia i jeżeli nie zrobię czegoś teraz, to być może nie zrobię już nigdy. Czuję, że to będzie niesamowita przygoda, która dużo mnie nauczy. Nie będzie już:
bo mi się nie chcę,
bo nie umiem,
bo co inni pomyślą,
bo nie,
bo tak,
a po co?,
kiedyś tam...

Na początek kartka wdzięczności.
Dziękuję za dzisiejsze spotkanie z Kają, za każdą lekcję w życiu, za dzisiejszą pogodę, za uśmiech.