Dzisiaj dzień 3, byłam na jodze. To niesamowite! Jeszcze 2-3 tygodnie temu nie miałam czasu, a przecież moja doba od zawsze trwa 24 godziny. Na jodze czułam mrowienie, zapytałam potem, co to mogło być, a nauczycielka odrzekła, że to energia. Pozytywne zaskoczenie, bo byłam pewna, że coś zrobiłam źle i stąd mrowienie.
Jak się znalazłam na jodze? Jogą interesowałam się od dawien dawna, ale zawsze było jakieś ale... Dzisiaj już ale nie szukam. Po drugie: kręgosłup. Mam zniesioną lordozę, tendencje w kierunku patologicznego, kyfotycznego ustawienia kręgosłupa, obniżone przestrzenie MK, szczególnie od przodu i to większego stopnia, bo C3/4. Ból, ból, ból i jeszcze raz ból. Wybory miałam dwa: tabletki lub działanie, wybrałam działanie, bo jestem przeciwniczką leków.
Na początku jogi czułam potrzebę porównywania, ale stwierdziłam, że to głupota. Całe życie nic nie robię tylko się porównuję do innych, dlatego potem skupiłam się już tylko na sobie.
Dziękuję za muzykę, za jogę. Dziękuję mojemu ciału za to, iż podołało dzisiaj chociaż wiem, że nie było mu łatwo. Dziękuję za okazałą mi dzisiaj uwagę, pomoc, rady.
Po pierwsze: gdzie byłaś na jodze i ile dałaś? :)
OdpowiedzUsuńPo drugie: zgłaszałaś do prowadzącej problemy z kręgosłupem? Bo nie każde ćwiczenie jest wtedy odpowiednie a myślę, że dobry instruktor potrafi zmodyfikować plan ćwiczeń odpowiednio pod osoby uczestniczące.
Oczywiście, że zgłosiłam. :)
UsuńCo do jogi, miejsca i kasy. Z tą jogą to w ogóle długa historia, pozwolę sobie ja opowiedzieć. Szukałam jogi nie nastawionej na komercję, czyli wszelkie zajęcia w szkołach/przedszkolach (tak, tak widziałam zajęcia jogi wśród czarwono-zółtych mebelków, fioletowego dywanu i zielonej ściany) oraz na fitessach gdzie za ścianą dudni muzyka (np. u mnie w pracy) odpadały. Wiadomo w centrum joga bardzo droga, karnety open to często cena aż 280-300zł, gdzieś poza centrum taniej, ale kosztuje dojazd no i jesteśmy uzależnione od komunikacji miejskiej, a ja tego nie lubię... Poza tym nie podobało mi się to, że np. po 3 miesiącach byłabym zmuszona przejść na poziom z podstawowego na średniozaawansowany, a to się wiązało w wielu szkołach z mniejszą ilością godzin, ale większą kasą. No i w końcu na Odrzańskiej, więc w centrum znalazłam szkołę jogi, która jest od wielu lat i nie jest taka znana, nie jest nastawiona na komercję i karnet open 130zł. Wprawdzie zajęcia są tylko 4 razy w tygodniu, ale na początek nie oczekuję nic więcej. W październiku chcę się przenieść na Kościuszki, bo tam jest joga i pilates i karnet open 250zł i zajęcia są 6 dni w tygodniu, ale dla studentów jest 25% taniej czyli o 62,5zł i wtedy nie wychodzi to tak drogo, bo 187,5, a ja i tak codziennie bym chciała chodzić. :) Uf, ale się rozgadałam.
Dzięki. Zgadamy się potem na fejsie bo będę miała kilka pytań ;)
OdpowiedzUsuńFajnie że to zrobiłaś i że "ale" wyparowało.I jestem ciekaw twoich dalszych wrażeń z zajęć.Ja niby kiedyś też chciałem spróbować jogi ale ... :P
OdpowiedzUsuńzmotywowałaś mnie!
OdpowiedzUsuńgdyby to było ostatnie 365 dni?
piszę do siebie list, od dziś przestaję się bać, zaczynam żyć!
:)))
Jej... nie wiem, co powiedzieć. Uśmiecham się! :) Powodzenia, ściskam i tulę słonecznie. :**
Usuń